Fabuła? Co to jest fabuła?

Bo w sumie tak mnie naszło, odnośnie Niepełni Anny Kańtoch, może trochę też przez Nomen omen Marty Kisiel, czyli moje nabytki coperniconowe i okołocoperniconowe. W Niepełni to jest tak, że mamy sobie historię, która nie jest historią. I jest w całej formalnej stronie tej powiastki coś bardzo interesującego, jest niepewność bohatera, czy bohaterki głównej, jest świetnie zbudowany, tu i ówdzie wciągający głęboko pod powierzchnię klimat. Jest wreszcie czas splątany we Wstęgę Möbiusa. Wszystko to intryguje i wciąga, ale kiedy wyszłam z lektury to tak przyszło mi zastanowienie, że w sumie jeśli o treść chodzi to nie ma tu nic, co by mnie poruszyło, gdzieś do głębi, co by mi przeorało spojrzenie na świat. Może nie miało. Ale jednak czegoś mi brak jak na ten nieoczywisty kryminał. Choć może właśnie zbyt wiele wymagam.

Read More

Reklamy

Autor jako osoba publiczna

Znów wyszła mi dłuższa przerwa. Przepraszam, ale miałam trochę zawirowań w życiu – w tym okołoprzeprowadzkowych – w trakcie, których przez pewien czas nie miałam nawet za bardzo internetu. A potem nie miałam siły pisać na blog. Ale teraz już powinno wszystko pomału wracać do normy. Mam więc nadzieję, że i na ziemniaku uda mi się pisać regularnie. A o czym będzie dziś? Jakiś czas temu napisałam post o tym, że pewne „poglądy” autorów mają prawo wpływać na naszą niechęć do ich książek. Zaczęłam go krótkim akapitem porównującym oddzielanie autora od dzieła, do magicznej sztuczki z przecinaniem człowieka na pół. Mam jednak wrażenie, że sporo czytających tamten post potknęło się już w tym miejscu, nie chcąc lub nie potrafiąc zrozumieć tego o czym piszę w tych kilku zdaniach*.

Nie moja Ania

Przepraszam za opóźnienie. Niestety ostatnio miałam kilka dni wolnego, a to, jak się okazuje okropnie działa na mój zapał do pisania. Dziś oderwiemy się od polityki, zajmiemy się za to Anią z Zielonego Wzgórza. Tytuł może sugerować, że będę mówić po prostu o najnowszej ekranizacji, ale nie. Mnie chodzi o książki.

Read More

Mit czystej rozrywki

Drugi post na nowym i już (prawie) opóźnienie, co? Niestety prawda jest taka, że od dłuższego czasu dość często się nie wysypiam (trochę z własnej winy, no ale mniejsza) to i energii na pisanie nie starcza. A że mam na głowie i inne rzeczy to też ogranicza mi czas na pisanie. O czym będzie dziś? Myślałam, że może Jonathan Strange i pan Norrell, których powtórzyłam sobie przez ten weekend w serialu i równolegle zaczęłam słuchać audiobooka (papierową książkę czytałam prawie dwa lata temu), ale co ja wam tu mogę napisać po za tym, że warto sięgnąć i że serial jest naprawdę udaną adaptacją?

Read More